Ale wczoraj i w sumie przedwczoraj miałam bardzo zwariowany dzień.
Czekałam na zwrot tabletu z gwarancji. EVRI zadało pytanie, gdzie dostarczyć etc., a więc zaznaczyłam, że do sąsiada.
Gdy wróciłam do domu koło 22:30, przeszukałam każdy i nic nie znalazłam. Zaczęłam dzwonić na policję, ale oczywiście nikt nie odebrał, ba... po wysłuchaniu elaboratu cholernie długiego się w końcu rozłączyłam, bo jak długo można być pierwszym w kolejce?! Rozmawiałam z bratem i w końcu doszliśmy do wniosku, że zaczekam do rana i jeszcze spytam sąsiadki.
Rano dostałam wiadomość, że ma przyjść mi żelazko z ARGOSa. Musiałam na szybko wyskoczyć do apteki odebrać zamówione leki (czekały na mnie około tygodnia, ale ostatnie upały zniechęcały do czegokolwiek. NAWIASEM MÓWIĄC, DBAJCIE O SWOJE ZWIERZĘTA ORAZ TE, KTÓRYCH NORMALNIE NIE MACIE POD SWOJĄ OPIEKĄ! NIE POZWÓLCIE IM CIERPIEĆ!. 10 min i będzie kurier – co mi się podobało, to to, że podano numer do niego, więc zadzwoniłam i poprosiłam, by zostawiła w binie. Zgodziła się.
Wracałam z apteki, weszłam do ONE STOP i zapytałam sąsiadki, która tam pracuje, czy może coś u niej pozostawiono. Niestety nie. Idąc w kierunku mojej ulicy G. Street skręciłam, zrobiłam kilka kroków i coś zobaczyłam. Spod moich drzwi wychodził mężczyzna, a pod ramieniem trzymał pudełko.
Im był bliżej, tym bardziej zauważalne było, że człowiek ten jest jednym z tych, co dużo piją, zaniedbali się i OKRADAJĄ INNYCH! Włączyłam kamerę w telefonie i zaczęłam go nagrywać, wyciągnęłam moją przesyłkę, żelazko – spod jego ramienia i zaczęłam dopytywać, czemu ją zabrał i czy to samo zrobił z moją wczorajszą przesyłką?! Odmawiał, a co do tej przesyłki mówił, że „sobie to tak leżało”. Co za bzdura. Jeszcze zadzwoniłam do kurierki z zapytaniem i potwierdziła, gdzie ją zostawiła. Próbowałam znów dodzwonić się na policję, ale oczywiście ciągle to samo. Sąsiadka nie otwierała drzwi, miałam wrażenie, że nie ma nikogo. Poszłam do domu, obdzwaniałam kilka numerów: 999, 912, 101, 112 bla bla bla. W końcu z emergency mnie opieprzyli, żebym do nich nie wydzwaniała, a tylko na 101 i że online mogę to zgłosić. Powiedziałam, że nie mogłam znaleźć formularza zgłoszenia. Chwilę później ktoś z emergency zadzwonił do mnie i powiedziała, że pośle mi link. I tak się stało. Zaczęłam wypełniać zgłoszenie, choć nigdzie nie widziałam informacji, by dodać dowody… W międzyczasie ktoś zadzwonił do drzwi. Była to sąsiadka z moją wczorajszą przesyłką, którą ocaliła. Bowiem opieprzyła kuriera za wrzucenie jej do binu i wzięła do siebie. Widziała wcześniej, że znów pojawiła się osoba, która chodzi po domach. Poinformowałam ją o złapaniu złodzieja, zrozumiała i potwierdziła. Wróciłam, dokończyłam zgłoszenie, w dodatkowym mailu z nr zgłoszenia zawiadomienia dosłałam dowody. Cisza. Zła złożyłam też zażalenie do EVRI za zlekceważenie.
Aby przestrzec innych o sytuacji, napisałam post i udostępniłam na kilku grupach. Odzew był natychmiastowy. Ludzie rozpoznali tego człowieka, zgłosili, że ich przesyłki też poznikały, że wiedzą, gdzie i z kim on żyje (z rodzicami) i jest to niedaleko… Dostawałam wiadomości też prywatne. Ale wśród tych ludzi pojawili się i tacy z pytaniem, czemu to zrobiłam? Czemu mu nie zostawiłam? To chyba jakieś odchyły. Jeśli ktoś chce być okradanym, proszę bardzo. Oddaj najlepiej klucz do mieszkania i pozwól mu zabrać, co zechce. Ja tego nie zrobię.
Dziś, rozmawiając z mamą, wspomniała ona o gazie pieprzowym do obrony własnej. Okazało się, że jest on tutaj nielegalny, a można mieć jedynie taki z barwnikiem. Czytając opinie ludzi, którzy zakupili różnorakie, najczęściej wspominali oni o jednorazowym użyciu, błędnej konstrukcji i o barwniku, który szybko znika…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz